Potop mieliśmy w XVII wieku. Później dostawaliśmy lanie. Historia meczów Polski ze Szwecją [WIDEO]

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Takie obrazki z meczów Polski ze Szwecją (tutaj z przegranego 0:3 w eliminacjach Euro 2004) znamy niestety aż za dobrze
Takie obrazki z meczów Polski ze Szwecją (tutaj z przegranego 0:3 w eliminacjach Euro 2004) znamy niestety aż za dobrze EAST NEWS
Choć reprezentacji Szwecji daleko - z całym dla niej szacunkiem - do Brazylii, Francji, Niemiec czy Hiszpanii (zwłaszcza tej tej sprzed dekady), to dla Polaków zawsze była jednym z najbardziej niewygodnych rywali, z jakimi przyszło nam grać. W meczu o punkty górą byliśmy tylko raz, i to prawie pół wieku temu.

Dokładnie w 1974 roku, podczas pamiętnego mundialu w Niemczech (wtedy jeszcze RFN). Reprezentacja Kazimierza Górskiego trafiła wówczas na Szwedów w drugiej fazie grupowej (taka była formuła rozgrywek) i wymęczyła (to był nasz najgorszy występ w tamtym turnieju) skromne 1:0, po bramce Grzegorza Laty. Niewiele zresztą brakowało, a mecz zakończyłby się remisem. Zwycięstwo uratował nam Jan Tomaszewski, broniąc rzut karny wykonywany przez Staffana Tappera.

To nasze ostatnie miłe wspomnienie z meczów ze Szwecją. Przynajmniej jeśli chodzi o te rozgrywane o coś, bo w sumie w 26 rozegranych dotychczas spotkaniach pokonaliśmy reprezentację „Trzech Koron” osiem razy (cztery razy padł remis). Były to jednak wyłącznie mecze towarzyskie; w tych o punkty mieliśmy problem nawet ze zdobywaniem bramek.

Tutaj „jedynakiem” pozostaje Ryszard Tarasiewicz i jego fantastyczny gol w eliminacjach do mistrzostw świata w 1990 roku. W Sztokholmie przegrywaliśmy od 77. minuty 0:1 i zanosiło się na porażkę. W 87 min pomocnik Śląska Wrocław przymierzył jednak z rzutu wolnego w sam górny róg bramki. Z taką siłą i precyzją, że próbujący interweniować szwedzki bramkarz Thomas Ravelli omal nie rozbił sobie głowy o słupek. Wydawało się, że utrzymamy ten remis. W doliczonym czasie gry gospodarze strzelili jednak na 2:1, a po końcowym gwizdku sędziego nasi piłkarze płakali ze złości.

- Szwedzi byli bardzo trudnym rywalem, dobrze zorganizowanym taktycznie, ale ta bramka nie odzwierciedlała do końca przebiegu wydarzeń. Sprawiedliwszy byłby podział punktów - wspomina uczestnik tamtego spotkania Dariusz Dziekanowski.

W rewanżu w Chorzowie niegrający już o nic biało-czerwoni przegrali 0:2. Kolejny raz trafiliśmy na Szwedów dekadę później, tym razem w eliminacjach Euro 2000. Z podobnym skutkiem co za pierwszym razem, bo najpierw przegraliśmy w Chorzowie 0:1. Z tamtego meczu do historii przeszła desperacka pogoń (po stracie piłki w okolicach linii środkowej) Jerzego Brzęczka za Fredrikiem Ljungbergiem. Zakończona trafieniem skrzydłowego Arsenalu, które z kolei zakończyło reprezentacyjną karierę byłego selekcjonera naszej kadry (od tamtego meczu w narodowych barwach Brzęczek zagrał już tylko dwa razy, i to wchodząc z ławki).

Zdaniem ówczesnego selekcjonera Polaków Janusza Wójcika przegraliśmy za to przede wszystkim z winy ówczesnego prezesa PZPN. „"Sędzia był urobiony, nie zrobiłby nam żadnej krzywdy, a i trochę pod nas gwizdał, niestety pier***nięty Dziurowicz wymyślił największą głupotę w dziejach. Chciał robić karierę w UEFA, więc zaprosił na mecz Lennarta Johanssona, ówczesnego prezydenta. Ugościł znakomicie, spoił wódką. (...) Wszystko fajnie, ale jak się Markus Merk dowiedział, że na trybunach jest Szwed Johansson, a gramy właśnie ze Szwecją, to poruszał się po boisku przestraszony jak przepiórka. Na nic ekstra nie mogliśmy liczyć. (...) Szwedzi dowieźli zwycięstwo 1:0 i skakali jak szaleni. Bo to nie był ich mecz, nie zasłużyli na wywiezienie z Polski trzech punktów. A sędzia Merk zagadnął mnie tylko po spotkaniu: I coście, k***wa, narobili ?!”.

Na rewanż do Sztokholmu (już bez Brzęczka) jechaliśmy z szansami na udział w barażach o Euro. Wystarczyło nie przegrać. Z marzeń brutalnie wybudzili nas jednak Kenneth Andersson i Henrik Larsson.

Jeszcze gorzej zakończyła się dla nas rywalizacja ze Szwedami w eliminacjach Euro 2004. Dwie dotkliwe porażki (0:3 i 0:2), druga „okraszona” jeszcze czerwoną kartką dla Tomasza Hajty. Na deser - jeśli można tak to ująć - Larsson i spółka ograli nas jeszcze 3:1 towarzysko, tuż przed tamtymi mistrzostwami Europy. Honorową bramkę zdobył dla nas w wówczas Damian Gorawski i jest to ostatnie, jak na razie, polskie trafienie w rywalizacji ze Szwedami.

Czego możemy spodziewać się w środę? - Na pewno nie takiego meczu, jak z Hiszpanią, gdzie jedna drużyna ma ogromną przewagę w posiadaniu piłki. Różne mogą być jego fazy w naszym wykonaniu. Może być atak pozycyjny, kontratak. Możemy też być pod ścianą i się bronić. Trzeba umieć przechodzić odpowiednio z jednej fazy w drugą, a przede wszystkim nie możemy popełniać takich błędów, jak w meczu ze Słowacją - podkreśla Dziekanowski

Wideo

Materiał oryginalny: Potop mieliśmy w XVII wieku. Później dostawaliśmy lanie. Historia meczów Polski ze Szwecją [WIDEO] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie